Barbara Kozubek-Marczyk


 

Wróżenie z fusów


Kuchnia była nieduża, jakieś 2,5 m na 3 m. Jakieś, bo nigdy nie mogła spamiętać dokładnych wymiarów. Okno niemal kwadratowe z dużym drewnianym parapetem, a na tym parapecie menażeria. Różne przygarnięte roślinki, skazane na banicję z salonu i sypialni, dogorywające szczypiorki, bazylie i nadmiernie rozrośnięte cebule. Litościwe serce kazało jej pochylać się nad każdą pesteczką i umieszczać troskliwie w doniczkach, dając nasionku szansę na przeistoczenie się w kwiat lub drzewko. Przeważnie kończyły żywot jako kompost, ale raz niespodziewanie pędy cytryny pojawiły się między scindapsusami. Scindapsusy dużo zyskały na tej kohabitacji. Częściej podlewane odwzajemniły się bujnym listowiem, a cytrynka rosła.
Wraz z pojawieniem się cytrynowego drzewka pojawiła się zapowiedź przybycia na świat nowego dziecka w rodzinie. Nie było żadnych podstaw do łączenia tych faktów. Rówieśnik drzewka miał już kilka lat, kiedy cytryna wzbogaciła się o nową odnogę, a wraz z tym pojawiła się informacja, że w bliskim kręgu rodzinnym oczekiwany jest potomek. Ciągle zero skojarzeń, ale gdy na drzewku w niedługim odstępie czasu znowu wyrosła gałązka zaczęła rozglądać się wśród potencjalnych rodziców ciekawa skąd nadejdzie wieść o kolejnym dziecku. Potwierdziło się. Synowa spodziewa się syna. Wtedy uznała, że drzewko posiada właściwości profetyczne.
Cytrynka została otoczona nabożną opieką. Powierzana na wakacje w odpowiedzialne ręce babć lub ofiarnych sąsiadów przez kolejne lata ani razu nie zawiodła i tak przepowiedziała przyjście na świat pięciorga wnucząt. W 2006 roku drzewko zaczęło chorować, zaczęła chorować i jego opiekunka. Nic nie pomogło przesadzanie, odżywianie poleconymi specyfikami. W czasie długiego remontu mieszkania drzewko zostało wyniesione na balkon. Tam pogubiło liście, zaczęło usychać. Może nie było tak pracowicie doglądane jak dawniej? Jednym słowem nie udało się go po tym remoncie odratować. Opiekunkę uratował rozrusznik, drzewko zostawiło po sobie pustą doniczkę.
Od tego czasu w rodzinie nie pojawiło się żadne dziecko. Za każdym razem, gdy kupuje cytrynę zastanawia się nad tym czy ma prawo kolejny raz wyhodować z jej pestek drzewko. Przeświadczona, że kolejne drzewko może mieć również wróżebne właściwości irracjonalnie obawia się decydować o pojawieniu się potomstwa wśród najbliższych. Z drugiej, może by tak podroczyć się z losem – dziecko niesie ze sobą tyle radości i nadziei. Rozmarzyła się. Czyżby obawa przed pustym gniazdem pukała do drzwi? Rozkroiła cytrynę do herbaty, tym razem pestek nie wyrzuciła, wylądowały w doniczce obok bazylii.

 


/Opowiadanie z przygotowywanego zbioru esejów „Rok Czekoladowego Koguta”/

 

 

POEZJA

 

 

 

 

spełnienie

 

jest starą kobietą więcej
pogodzoną z losem kobietą

 

jest starą kobietą która
marzyła o miłości

 

jest starą kobietą której
marzenia pozostały marzeniami

 

bardzo chcesz to masz mówią
zbyt mało chciała

 

jest starą kobietą ciągle marzy
bardzo chce być młoda

 

jest młodą kobietą i dalej marzy
o miłości jak z ekranu

 

jest młodą kobietą bez marzeń
prowokuje coco chanel

 

 

moja oranżeria

 

 

Na szafie umiera paprotka
atmosfera pokoju nie służy
liście żółkną jeden po drugim
a obiecywała zieleń i tlen

 

bluszcze nie chcą piąć się po ścianie
straszą czerniejące liście
schną gałęzie zamierają pędy
więdną nie pojone deszczem

 

 

fiołki alpejskie dobrze się mają
zadomowione na parapecie
cieszą oko barwnymi kwiatami
wtulone w mięsiste liście

 

 

z antycznej donicy wystrzela dracena
czupryną napiera na szybę
wykręca łodygę szuka słońca
spragniona nielicznych promieni

 

 

scindapsusy pełzają po bibliotece
biały storczyk kwitnie niestrudzenie
poinsecja zrzuca liście do snu
zbudzi się na grudniowe święta

 

 

gdy podleję doniczkowe grządki
odwiedzę ogród wyobraźni
usiądę w fotelu otoczona pnączami
w towarzystwie przyjaciółki książki

 

 

 

miłość w spadku

 

 

pod swój dach przyjęłam cudze życie
zjechały albumy pełne fotografii
kalendarze ze stanów ameryki
paczki listów powiązane kokardami

 

zjawiła się historia Lelewela
z datą pierwszego wydania
pudło książeczek do nabożeństwa
co do jednej z imprimatur

 

pod swój dach przyjęłam cudze życie
niepostrzeżenie wkrada się w moje
kartki foldery bilety do teatru
maszynopisy wspomnień

 

zadomowiły się w szufladach laurki
rysunki dzieci wnuków i prawnuków
dowody uczuć ofiarowywane latami
mamie babci prababci - Marysi

 

 

zmysłami wygrawerowane

 

 

zapach - lawenda liliowe pola Prowansji
konwalie - białe sukienki małolatów w maju
fiołki - forpoczta nadchodzącej wiosny
koniecznie z koszów pod Mickiewiczem

 

smak - kufel piwa z przyjacielem
tymianek i pizza jak droga do Wenecji
wanilia - naleśniki przy rodzinnym stole
pieczony ziemniak podana pałeczka pokoleń

 

wzrok - w rozapalonym słońcu wydmy pustyni
zielone drzewo w drodze do Tamanraset
pokręcone wiekowe oliwki na wzgórzach Hispanii
jesienne kolory beskidzkich wzgórz

 

dotyk - pamięta ciepło pamięta zimno
chropawość gładkość skaleczenie
mokre jest Śródziemne Morze
śliski wąż na wzgórzach Arzewu

 

słuch - kilometry z Salvadore Adamo
gładkie drogi Francji z Marie Laforet
Jaques Brel - nikt nie śpiewa z tak rulowanym r
i nikt nie recytuje Pana Tadeusza jak Trela